» Blog » To było zbyt dobre
05-09-2012 15:46

To było zbyt dobre

W działach: Przemyślenia, RPG-owo | Odsłony: 108

To było zbyt dobre
(Grafika wzięta stąd -> http://xleshiyx.deviantart.com/art/Grandfather-Nurgle-321496929)

Przed kilkoma tygodniami miałem okazję poprowadzić świeżej (całkowicie dla mnie, częściowo w RPG) grupie. Średnia wieku lat szesnaście, co budziło pewien mój niepokój, ale po kilku dniach wzajemnego poznawania się oraz paru prowadzonych na luzie sesjach okazali się wszyscy bardzo ogarniętymi, całkiem dojrzałymi ludźmi. Jako, że chcieli grać w Warhammera, postanowiłem zrealizować pomysł, jaki od dłuższego czasu plątał mi się po łbie. Chciałem mianowicie sprawdzić, jak to będzie opisywać poczynania grupy demonów Chaosu.

Po krótkim, bardzo klimatycznym wstępie, w czasie którego gracze wybrali swojego patrona oraz elementy wyglądu (na ich podstawie przydzielałem im potem umiejętności i zdolności), sięgnięciu po reguły tworzenia demonów z "Księgi spaczenia", paru rzutach na mutacje (rekordzista miał ich osiem) oraz zmajstrowaniu profesji demona (na bazie wybrańca chaosu i pokrewnych) powstała bardzo interesująca grupa dziwolągów. Wśród nich olbrzymia sługuska Tzeentcha, wywrócony na drugą stronę (skóra zamieniona z organami) pupilek Slaanesha, gnijąca córeczka Nurgla, wiecznie płonący czarodziej od Tzeentcha oraz Khornik o skórze pokrytej kamieniami szlachetnymi. Nie powiem, zapowiadało się wspaniale. Zwłaszcza, że demony były młode, świeżo co narodzone, bardzo mocno skupione na ideach swoich ojców i opiekunów, nie znające za bardzo Starego Świata. Dzięki temu mogłem w miarę bezboleśnie prowadzić graczom, którzy Warhammera nie znali nawet z nazwy. Do tego chcieli grać badassami, co bardzo mi odpowiadało.

Początki były obiecujące, gdyż pierwsza scena rozgrywała się w jednym z obozów zjednoczonych sił Chaosu, szykujących się do ofensywy na Kislev. W jednym miejscu zgromadzono demony, czempionów, szeregowych wyznawców, jakichś kultystów i tak dalej. Powstały ciekawe pytania w rodzaju jak barbarzyńca z Norski, wyznawca Khorna zareaguje, jak ujrzy jego większego demona maszerującego kawałek dalej? Czy demony prowadzą handel? Czy rozumieją ideę pieniądza? Starsze może tak, ale te nowe, którym życie dała pojedyncza idea albo myśl? Czy taki obóz w realiach Młotka w ogóle ma rację bytu? Jak się okazało miał, chociaż w pewien groteskowy, wypaczony sposób. Gracze prędko odnaleźli się w roli niegrzecznych dzieciaków, dla których świat jest obcy, a jego tajemnice czekają na poznanie. Scena, w której Khornik próbuje zrozumieć ideę gry w kości - bezcenna.

Szczególnie fajnie wypadło to na kolejnej sesji, gdy drużyna, zamiast zgodnie z rozkazami kierować się prosto na Kislev i tam zrobić rekonesans, stwierdziła: "idziemy polować na trolle!". Ot, grupa gówniarzy polazła szukać rozrywki, dając mi zarazem okazję do zapoznania ich z mechaniką walki. Trochę oberwali, trochę ich porozpuszczały kwasy żołądkowe, ale nastroje dopisywały. Przy okazji dobrałem się do informacji z "Księgi" na temat opętań, zmajstrowałem na szybko związane z tym zasady, co by demony mogły pobawić się w infiltrację, więc było ok. Do momentu, gdy nie wkroczyli do nadgranicznej kislevskiej wioski.

Z grubsza wyglądało to tak, że demony opanowały ciała sołtysa, sołtysowej i ich córki. Z tym, że córkę przejął demon Khornikowy, co się nie spodobało synkowi Slaanesha. Tak narodził się mały plan jego upokorzenia. Dość rzec, że w kulminacyjnym momencie na głównym placu wioski, na oczach przerażonych wieśniaków, na ziemi wiła się i krzyczała przeraźliwie córka sołtysa (też bym tak pewnie robił, jakby mi się demon we łbie ujawnił i zaczął wydawać rozkazy), zaś jej rodzice (całkowicie opanowani przez dwa inne demony) próbują zrobić jej krzywdę. Ostatecznie cała trójka rozerwała opanowane ciała, stwierdziła, że koniec zabawy i ruszyła z resztą grupy dalej, zostawiając za sobą opustoszałą, a wedle wieśniaków także przeklętą wioskę.

Tak opowiadam i opowiadam, ale gdzie tu tkwi problem? Otóż już od początku widziałem, że graczom zabawa z demonami się podoba. Możliwość grania tymi złymi, zarąbiste fizyczne powłoki i umiejętności, potem także możliwość wpływania na innych, opanowywania ciał żywych ludzi, czynienia szkody bezpośrednio i pośrednio - tak, to było fajne, a wykonywane przez nich akcje, jak patrzę na nie z perspektywy czasu, dobre. Za dobre, bo podczas wizyty w wiosce fun z gry przerodził się w fun nieco gorszego sortu. Miałem po prostu uczucie, że moi gracze zmienili się w dzieciaki, które rechoczą, wyrywając muszce nóżki. W filmie czy książce, gdzie perspektywa prowadzona jest w inny, mniej osobisty sposób, mogłoby to wyglądać dobrze, ale nie na sesji.

Mówiąc prościej - tak się wczuli w odgrywane postacie i taką mieli z tego radochę, że przekroczyli punkt krytyczny, o istnieniu którego nawet nie zdawałem sobie sprawy. Punkt, w którym... nie wiem nawet, jak to ugryźć. Rozgrywka stała się zbyt gówniarska? Grano w sposób, jakiego nie chciałem widzieć u niemal dorosłych ludzi? Jaki przeszkadza mi na prowadzonych przeze mnie sesjach? Że możliwość odgrywania istoty złej do szpiku kości spodobała się tak bardzo, że postanowiono iść na całość? Dość rzec, że poczułem głęboki niepokój, słysząc ich deklaracje i widząc, jak się z nich śmieją, nieodmiennie kojarząc mi się właśnie z dzieciakami, których poniosły emocje. Zresztą sami po sesji stwierdzili, że trochę się zagalopowali.

Grę przerwałem na jakiś czas. Po dłuższym namyśle wróciliśmy do demonów i różne krwiste i nie tylko akcje ponownie się pojawiały, ale tym razem podejście do nich było bardziej stonowane. Wszyscy zrozumieli, że odgrywanie odgrywaniem, zło złem i demony demonami, ale trzeba zachować pewien umiar. Jeśli nie w akcjach, bo nie będę wymagał od sługusa Slaanesha zachowywania się jak bogobojna zakonnica, to przynajmniej w deklaracjach i reagowaniu na nie. Dzięki temu uczucie przesady już się nie pojawiło, a grupa zwiadowców Chaosu doprowadziła Praag do zagłady, eliminując większość kluczowych dla obrony ośrodka osób oraz uwalniając w murach miasta kilka większych demonów Chaosu. Poezja.

Jaki morał z tej przydługawej historii? Bardzo prosty - ostrożnie. Nowy, świetny pomysł może okazać się tak świetny, że wywoła na sesji niepotrzebne, niezdrowe emocje. Warto się zastanowić, czy aby na pewno warto oddawać w łapki graczy maszyny Molocha, bestie Chaosu czy jakiekolwiek inne istoty nastawione na szerzenie zła i destrukcji. Granice są po to, by nie dopuszczać do pewnych zachowań i sytuacji. A jakie są granice przy odgrywaniu potwora?

Owszem, możemy założyć, że postacie to demony, a na sesjach nie ma być seksu i krwi. Wtedy albo gramy humoreskę (co też może wypaść bardzo fajnie), albo w coś będącego parodią dobrej sesji. Na co mi brać wojownika, jeśli nie będzie siepania albo włamywacza, jeśli przez pół kampanii będziemy wędrować przez pustynię? Analogicznie na co mi postać wabiącej na pokuszenie demonetki Slaanesha, jeśli nie mogę zrobić tego, do czego została ona stworzona?

Tak więc ostrożnie z nowymi pomysłami, bo nigdy nie wiadomo, jak wypadną w praktyce. Zwłaszcza z tymi bardziej ambitnymi/kontrowersyjnymi/dziwacznymi, bo efekt może być całkowicie odwrotny do zamierzonego.

PS: Nie chciało mi się/nie miałem czasu ogarnąć fajnej grafiki na blog zewnętrzny, więc póki co posiedzę jeszcze tutaj. Cieszycie się? :]

Komentarze


38850

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
pisałem kiedyś o graczach wyrywających nóżki muszkom.

http://polter.pl/zigzak,blog.html? 14210
05-09-2012 16:05
Szary Kocur
   
Ocena:
0
Bardzo dobra, celna i rozsądna obserwacja, zakończona słusznymi wnioskami.
05-09-2012 16:17
Salantor
   
Ocena:
+2
Nie lubię spamu, więc komentarze tyld zostały zablokowane.
05-09-2012 16:22
Tyldodymomen
   
Ocena:
+1
Widzę że chyba każdy nowicjusz musiał przejść przez etap grim & dark .Jeszcze tylko ze trzy sesje udawania księcia wampirów/demonów i zostaną pełnoprawnymi graczami.
05-09-2012 16:31
Krzemień
   
Ocena:
+2
Co tu dużo mówić. Warhammer w pigułce.
05-09-2012 17:29
Petra Bootmann
   
Ocena:
+4
A czego się spodziewałeś? Grasz z
a) młodymi ludźmi
b) mało doświadczonymi w Warhammerze
c) dajesz postacie demonów-badassów
d) w roli niegrzecznych dzieciaków
e) i dużą moc do dyspozycji,

a później masz problem z tym, że "się wczuli w odgrywane postacie"?

"Z tym, że córkę przejął demon Khornikowy, co się nie spodobało synkowi Slaanesha. Tak narodził się mały plan jego upokorzenia. Dość rzec, że w kulminacyjnym momencie na głównym placu wioski, na oczach przerażonych wieśniaków, na ziemi wiła się i krzyczała przeraźliwie córka sołtysa (też bym tak pewnie robił, jakby mi się demon we łbie ujawnił i zaczął wydawać rozkazy), zaś jej rodzice (całkowicie opanowani przez dwa inne demony) próbują zrobić jej krzywdę."

W innych miejscach mówisz wprost o "rozpuszczaniem kwasem żołądkowym" czy "rozrywaniu opanowanych ciał", a ten fragment jest przedstawiony z dużą mniejszą szczegółowością. Czy możesz wyjaśnić, co konkretnie się stało?

"Punkt, w którym... nie wiem nawet, jak to ugryźć. Rozgrywka stała się zbyt gówniarska? Grano w sposób, jakiego nie chciałem widzieć u niemal dorosłych ludzi? Jaki przeszkadza mi na prowadzonych przeze mnie sesjach? Że możliwość odgrywania istoty złej do szpiku kości spodobała się tak bardzo, że postanowiono iść na całość? Dość rzec, że poczułem głęboki niepokój, słysząc ich deklaracje i widząc, jak się z nich śmieją, nieodmiennie kojarząc mi się właśnie z dzieciakami, których poniosły emocje. Zresztą sami po sesji stwierdzili, że trochę się zagalopowali."

Czy potrafisz zdefiniować, jakie elementy naruszyły naruszyły twoje granice? Jeżeli masz w ogóle ochotę odpowiadać na to pytanie - tekst sugeruje, że sytuacja i emocje były głębokie i intymne.

Ciocia Petra uczyła na swoich sesjach, że warto zawrzeć kontrakt społeczny, w którym ustala się granice i oczekiwania wobec sesji - czy przed tą sesją odbyła się taka rozmowa (nie wspominasz o tym).
05-09-2012 18:27
Petros
   
Ocena:
0
Albo jest się świadomym, że demony są niegrywalne z powodów ich nieludzkiej złośliwości, miłości do sprawiania cierpienia i nienawiści, albo daje się je graczom do odgrywania - tylko nie rozumiem, po co w takiej sytuacji płakać, że gracze odgrywali te demony zgodnie z ich naturą. Obrzydliwe? Być może. Straszne? Z pewnością. Takie są demony, więc masz nauczkę na przyszłość.
Sądzę, że gracze są w pełni stabilni psychicznie pomimo takiego wczucia i czerpania radości z tego.
05-09-2012 19:20
Kamulec
   
Ocena:
0
Raczej oczywiste, że to eufemizm gwałtu.

To, że demony robią najbardziej ohydne i okrutne rzeczy i (demony, nie gracze) czerpią z tego przyjemność jest założeniem (zło absolutne), choć można użyć różnych specjalizacji czartów, aby to ograniczyć.

16 lat to wciąż trochę zbyt młodzi gracze, aby liczyć, że wszyscy z grupy podejdą do tego zdrowo. Ja przynajmniej do 17. roku życia na złe postacie się nie zgadzałem. Potem zwykle dawałem wybór, ale wtedy już gracze ani razu nie chcieli grać "tymi złymi", woleli negatywne cechy przydzielać bardziej normalnym postaciom.
05-09-2012 19:21
Chisai
   
Ocena:
+4
Jako, co prawda przez większość czasu dość bierny, ale biorący udział w tych sesjach gracz, też chcę się wypowiedzieć.

Otóż nasz drogi panie MG - dostaliśmy do odgrywania takie, a nie inne postacie, co według mnie było pomysłem jak najbardziej trafionym, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że większość grupy nie znała Młotka bliżej niż z nazwy, a co najmniej jedna osoba nigdy wcześniej nie grała w RPG. Dostaliśmy postacie nieobeznane w świecie, ale w pełni grywalne, jak zostało określone 'demoniczną gówniarzerię'. W samych założeniach dość proste, chociaż do efektywnego grania (jeśli nie było się Khornikiem czy Slaaneshytą) wymagały trochę myślenia (jak kółko różańcowe Papcia Nurgle'a, albo to skakanie po drabinie dowódców armii w wykonaniu Tzeentcha). Moim zdaniem, gdybyśmy mieli więcej czasu, mogłoby wyjść z tego coś naprawdę fajnego.

Jeśli chodzi o ten jeden 'wyskok' na sesji - sam przyznajesz, że akcja jak najbardziej pasowała do demonów, a jeśli chodzi o nasze 'gówniarskie reakcje', cóż, lat mamy ile mamy i prawdopodobnie przy odpowiednio wesołym nastroju bylibyśmy w stanie śmiać się z gwałtów na każdego rodzaju sesji. Ot, po prostu się rozbawiliśmy, podobno każdy ma do tego prawo. Po sesji z resztą sami stwierdziliśmy, że to była jednak przesada i nas poniosło - nie rozumiem więc motywu z karnym przerwaniem nam sesji po jednym wyskoku.
05-09-2012 20:43
Tyldodymomen
   
Ocena:
+3
trzeba stosować zasadę ograniczonego zaufania do wszystkich, niezależnie od wieku."Zły" w drużynie często ma zabawę kosztem innych (blefowanie, drobne kradzieże, przekręty pieniężne "do wiadomości " MG, czy też-last but not least- własną, niezależną historię którą chce rozwijać konspirując z MG na osobności w czasie sesji ). PoMroczna drużyna to już niemal pewny festiwal irytacji dla prowadzącego , który musi znosić realizacje mokrych fantazji graczy odmawiających litanię pt "odgrywam charakter mojej postaci". Lepiej zapobiegać niż leczyć.
05-09-2012 21:10
Kamulec
   
Ocena:
+1
Warto dawać ograniczenia. Np. ja spokojnie zgodzę się, aby postacie były złe, ale nie krańcowo zdegenerowane. Granie kwintesencją zła uważam za zły pomysł.
05-09-2012 21:21
38850

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+1
"Z wielką potęgą przychodzi wielka odpowiedzialnośc".

Zgodnie z tą maksymą, uważam że dawanie graczom przepaków na sesji, gdy nie są na to gotowi, jest po prostu niewłaściwe i smutno się kończy.

Pod eufemizmem "nie są na to gotowi" mam na myśli graczy niedojrzałych. W dowolnym sensie tego słowa. U mnie idealnie sprawdza się maksyma "od zera do bohatera" - jeśli jesteś młodym, nieopierzonym graczem, który nie ma pojęcia o świecie gry, nie za bardzo łapie związki przyczynowo-skutkowe, jest nieodpowiedzialny, nie za bardzo rozumie swoją funkcję w grupie osób grających... Wtedy po prostu graj od początku, szczurołapem, ciurą okrętowym, giermkiem, uczniem czarodzieja.
Wszystko przyjdzie z czasem.
Jeśli jednak następnym razem gdy będziesz robił postac zobaczę, że już się czegoś nauczyłeś - nie musisz wracac na start, możesz kontynuowac na poziomie mocy, na którym jesteś.

Wiem to długotrwałe i czasochłonne, a dzisiaj młodzież chce wszystko na szybko i już - ale takie tego są efekty, jak w notce Salantora. Ku przestrodze.
05-09-2012 21:30
   
Ocena:
+2
@Zigzak

"nieopierzonym graczem, który nie ma pojęcia o świecie gry, nie za bardzo łapie związki przyczynowo-skutkowe, jest nieodpowiedzialny, nie za bardzo rozumie swoją funkcję w grupie osób grającyc"

Z opisu sesji nie wynika by się cokolwiek takiego zdarzyło- ba z opisu wynika coś wprost przeciwnego mianowice , że gracze grając Złem Wcielonym zachowywali się jak Zło Wcielone.

EDIT: W sumie zastanawiam się czego MG się spodziewał planujać taką kampanię? Postacie to demony, czyli istoty tak złe i powykręcane, że aż czesto groteskowo-obrzydliwe(patrz choćby na obrazek). To nie byli nawet esesmani czy funkcjonariusze NKWD, gdzie jakieś odcienie szarości postaci są do wyobrażenia- to były istoty, dla których frajdą jest spalenie miasta i zgwałcenie zarażonych trupów. (taki przykład)
05-09-2012 21:39
38850

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+2
No, chłopaki:
- nie mieli pojęcia o Warhammerze
- są doś młodzi wiekowo
- Niektórzy, jak rozumiem, dopiero zaczynają przygodę z RPG

to już są jakieś wyznaczniki "nieopierzenia", o których pisałem.
I nie ma w tym nic złego, każdy od czegoś zaczyna.

Tylko że na dzień dobry dawanie im np postaci demonów jest wg mnie niewłaściwe a nawet mało odpowiedzialne, bo wyrabia złe nawyki.
O traumach było już nie raz na Polterze :)

Żeby nie było - nie winię graczy za ich zachowanie, jeśli coś zrąbią, a dopiero stawiają pierwsze kroki. Jako MG moge winic tylko siebie, że popełniłem gdzieś błąd, np podsuwając im pomysł na granie przepakami, z których mocą sobie po prostu nie radzą.

Dlatego, Salantorze, polecajki ode mnie nie ma - bo uwazam, że coklwiek się stało na sesji, to twój błąd, nie graczy.
05-09-2012 21:52
   
Ocena:
+1
No dobra, tylko ja nie wiem gdzie sobie nie poradzili? Bo z opisu wynika, że poradzili sobie, aż za dobrze ;) Po prostu Demony Chaosu to Demony Chaosu i nie wiem czego spodziewał się MG, tworząc drużynę powykręcanych sadystów- gracze zagrali zgodnie z założeniami.
05-09-2012 22:12
KRed
   
Ocena:
+7
nie wiem czego spodziewał się MG, tworząc drużynę powykręcanych sadystów

Być moze liczył na demoniczny, egzystencjalny dramat na miarę "Raju utraconego" Miltona:
Rozdarte wewnętrznie, zagubione demony o rozbitej osobowości miały cierpieć, wyrażać swój ból, buntować się przeciwko rzeczywistości i przeciwko swej naturze. Choć potrafią zabić smoka jego własnym ogonem, choć mogą czerpać seksualną rozkosz kilkunastoma członkami i tyluż otworami, to jednak – tak samo jak zwykły, śmiertelny człowiek – płaczą nad sobą, idąc po błocie, gdyż nie widzą sensu dalszej pustej egzystencji...
05-09-2012 22:36
Kamulec
   
Ocena:
0
@zigzak
Salantor tak się starał pisząc notkę, a Ty jednym zdaniem przekreśliłeś jego nadzieje.
05-09-2012 23:28
38850

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
A tam, przekreśliłem. Do tego momentu poszło 22 polecanki, więc znalazło się 22 ludzi, którzy jakos tam dzielą przemyślenia Salantora i podtrzymują nadzieję :)

Ognat - masz rację. poradzili sobie "aż za dobrze". Efekt taki sam, jakby sobie nie poradzili, więc na jedno wychodzi. Zresztą KRed dośc zabawnie, ale celnie to podsumował.
Poza tym, to "aż za dobrze" w tym przypadku oznacza raczej rozwalenie przygody, sesji, zabawy, niż "pokonanie jej lepiej, niż MG się spodziewał".

I jak to mówią: "Dont't blame the players, blame the game". W tym przypadku, "game" był tworem Salantora.

Dochodzę więc do wniosku, że o ile gracze niekoniecznie muszą byc odpowiedzialni, to MG musi - stworzyłeś potwora, to poniesiesz konsekwencje. Jak pisałem wyżej - ku przestrodze.

05-09-2012 23:46
Kot
   
Ocena:
+2
Mówiłem ci, że to nie był dobry pomysł.

Ja na tym samym obozie prowadziłem swojej grupie (młodszej, mniej doświadczonej i nie tak barwnej) dwie minikampanie 'od zera do bohatera', gdzie w pierwszym przypadku z lochu do którego trafili jako włóczędzy dzięki współpracy zostali 'enforcerami' jednego z miejskich cechów, a w drugim z bezimiennych ofiar Horrora stali się wybawcami i błogosławieństwem ocalałych mieszkańców Kaeru. Do wszystkiego musieli dojść samodzielnie, na każdym kroku mogli zostać pobici przez przeciwników i/lub przeciwności losu, ale dzięki współpracy (czego musieli się oczywiście nauczyć) i sprytowi udało im się odnieść sukces. I nawet w dość moralnie niejednoznacznej pierwszej opcji zachowywali się dość rozsądnie.
06-09-2012 00:32

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.